czwartek, 3 lipca 2014

Od Aquy C.D. Un "Poród"

Weszłam do środka.... Wszystko aż lśniło! Pochodnie... Palenisko... Pokoje... Kącik dla maluchów... W oku zakręciła mi się łza wzruszenia...
-Och Un... Wszystko jest takie piękne... Tylko jedno mi nie pasuje...- powiedziałam.
-A co? Zaraz się to zmieni.
-To...- wskazałam na mój pokój, a później na jego. Były osobno! Un od razu złączył posłania i oddzielił nasz pokój od pokoiku dzieci, żebyśmy mieli troszkę prywatności...
-Dziękuję... Od razu lepiej...- polizałam go czule i się uśmiechnęłam.
-Dla ciebie wszystko...- powiedział dając mi delikatny całus. Uśmiechnęliśmy się do siebie...

Zbliżał się wieczór... Poszliśmy do naszej sypialni. Położyliśmy się na posłaniu i powiedzieliśmy sobie 'Dobranoc'. Szybko zasnęłam, ale o około północy się zbudziłam... Otworzyłam oczy i spojrzałam za okno... Księżyc pięknie święcił... Było cudownie... Wszystko było fajnie, fajnie, fajnie, ale nagle poczułam mocny skurcz. Złapałam się za bok... Nie ustawał. Nagle odeszły mi wody...
-Un...! Un...!- krzyknęłam. Pies od razu się zerwał.
-Aqua?! Co się dzieje?!- krzyknął.
-To... To... Ach!- krzyknęłam z bólu.- Już czas! Un ja rodzę!- krzyczałam.
-Jejku... Ja nie dam rady...!- krzyknął.
-Ty?! Ty nie dasz rady?! Ach!- musiałam się położyć.
Ból był nie do zniesienia. Zaczęłam dyszeć.
-Pobiegnę po Avrill.- stwierdził.
-Nie! Nie zostawiając mnie!- krzyknęłam.
Został i złapał mnie za łapę.
-Dasz radę.... Postaraj się... Będzie dobrze...- mówił.
Byłam cała spocona. Czułam się słaba... Szczeniak na nic nie chciał się urodzić... Minęła godzina... Później druga... I po 2,5h urodził się piesek.... Mały, śliczny piesek...
-To jest... To będzie... Będzie się nazywał.... Baster....- wydyszałam. Un uśmiechnął się.
-Jestem ojcem... Jestem ojcem!- zaśmiał się. Uśmiechnęłam się i w tym momencie poczułam kolejny skurcz.
-Un... Chyba będzie jeszcze jeden...- powiedziałam. I znów się zaczęło...
<Un?>
<Un?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz